UŚMIECHNIJ WSZECHŚWIAT

blog o tym, co Ty i ja możemy zrobić dla innych

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariat. Pokaż wszystkie posty

Cztery pory roku | Niedługo sprzątamy!

Ustalenia na mailu. Niewielkie grono organizatorów. Ścisła współpraca z młodym chłopakiem z klubu Panorama. Ciągły brak czasu, bo magisterka zjada całe wakacje! Sprzątanie Ligoty już za półtora tygodnia!



Zaczyna się od planu. Jak to ma wyglądać? Co trzeba zrobić? Co będzie potrzebne? Krótka dyskusja i plan zaakceptowany - czas wziąć się do roboty. Na początek grafika. Potem notki na facebooka i stronę internetową. Informacja prasowa i baza mediów. Upominki dla uczestników. Mapki dzielnicy.   

Generalnie, jak ktoś organizował już jakieś wydarzenia, to takie sprzątanie to nic wielkiego ani trudnego. Trochę czasu trzeba poświęcić, bo parę rzeczy jest do zrobienia. Mi przydały się umiejętności graficzne i doświadczenia PR-owe. Jak ktoś się na tym nie zna, to musiałby znaleźć kogoś do pomocy.

Moim największym wrogiem w tym projekcie okazał się pan Brak Czasu. Szkoda, bo mogłabym zrobić więcej. Mimo to, mam nadzieję, że akcja się uda i frekwencja dopisze. Zapraszam!

Fundacja Mam Marzenie | Zidentyfikowane obiekty latające

Jak jeść lody, to o ulubionym smaku, jak iść na koncert, to ulubionego zespołu, a jak lecieć samolotem, to takim, jakim się chce. Jak spełniać marzenia, to na całego!



Z takiego założenia wyszli wolontariusze Fundacji Mam Marzenie. Wiedząc, że 3-letni Oliwier chciałby przelecieć się samolotem, postanowili spotkać się z nim ponownie i doprecyzować to marzenie. Bo ten samolot to ma być pasażerski czy może wojskowy? Żeby się tego dowiedzieć, trzech wolontariuszy pojechało do Będzina.

Wolontariuszka nr 1 prowadziła spotkanie, wolontariusz nr 2 prowadził samochód, a ja… ja po prostu byłam. Nie mam podejścia do dzieci ani wielkiej śmiałości. Mimo to spotkanie wspominam miło. Trafiliśmy na fajną rodzinę, która bardzo ciepło nas przyjęła. Chłopiec z początku był nieśmiały i w ogóle nie chciał rozmawiać o swoim marzeniu. Udało się nawiązać z nim kontakt poprzez zabawę i w końcu padło ostateczna deklaracja: chce lecieć samolotem wojskowym.

Całe spotkanie trwało ok. godziny. Ciężka choroba dziecka zawsze stanowi ogromną tragedię, jednak atmosfera była radosna. Nie rozmawialiśmy w ogóle o problemach Oliwiera (te dane zostały zebrane na pierwszym spotkaniu). Mimo wszystko wydaje mi się, że ten pierwszy krok może nie być moim ulubionym w spełnianiu marzeń i że mogłabym się lepiej sprawdzić w kolejnych etapach. Chwilowo brakuje mi na to czasu, ale mam nadzieję, że wkrótce uda mi się bardziej zaangażować.

Cztery Pory Roku | Jesienne porządki

Pamiętacie Akcję Sprzątania Ligoty? Chwaliłam pomysł na blogu, a potem zaproponowałam klubie Panorama pomoc przy organizacji kolejnej edycji. No i stało się, potraktowali to poważnie i zaproponowali współpracę.


Co to za akcja?
Sprzątanie Ligoty odbywa się w ramach jesiennej edycji Festiwalu Cztery Pory Roku. Wydarzenie to organizuje katowicki klub Panorama, a jego najważniejszą część stanowi oczywiście scena muzyczna.  

Co mam tam robić?
Przy organizacji festiwalu pracuje kilka osób. Moim zadaniem jest koordynacja akcji sprzątania, czyli głównie promocja wydarzenia wśród mieszkańców dzielnicy. Dodatkowo poproszono mnie o przygotowanie propozycji materiałów graficznych.

Po co to wszystko?
Bo wierzę, że takie akcje mają sens. Dbajmy sami o nasze otoczenie, a świat będzie piękniejszy ;)

Fundacja Mam Marzenie | 10 piętro z widokiem na marzenia

Słowo się rzekło. Telefon pamięta i przypomina: 27 czerwca – Fundacja Mam Marzenie. Napisałam, że pójdę. Podałam datę. No nie wywinę się.
Ale przecież to zły termin! Tak mi nie pasuje, mogłabym być w tym czasie na trzech innych spotkaniach! I w ogóle po co mi to, nie znam tam nikogo, nie chcę iść!
Telefon niewzruszenie wyświetla przez cały dzień Fundacja Mam Marzenie – 18:00. Blog pamięta, że chciałam pomóc. I ja pamiętam, i pomóc przecież chcę.
No nie wywinę się.



10 piętro Hotelu Katowice. To tam spotykają się wolontariusze. Razem ze mną było ze 12 osób, w tym 3 nowe. Podczas zebrania omówiliśmy sprawy dotyczące aktualnych marzycieli. Laura spełnia właśnie swoje marzenie – pojechała do Rzymu na grób Jana Pawła II. Zbliża się mecz charytatywny. Maja czeka na swoje marzenie – zestaw cukierniczy. Wolontariuszka próbuje załatwić bilety do muzeum Manchester United. Dzieje się.

Jest też lista dzieci do poznania. Kto gdzie pojedzie? Może ktoś z nowych? Jak już tu jestem, to czemu nie. Tak więc razem z inną nową osobą i jedną bardziej doświadczoną wolontariuszką pojedziemy do czteroletniego Oliwera, który myśli o locie samolotem. Bo przecież maszyn latających jest wiele, to trzeba dogadać, czy to ma być samolot pasażerski, wojskowy, czy może jednak helikopter.

Na koniec kilka słów wprowadzenia dla nowych wolontariuszy. Jak to wszystko działa, co i jak po kolei. A potem już tylko windą na parter i do domu.

Pomoc mierzona kilometrami | Biegnij na pomoc!

Siedzisz sobie przed komputerem, czytasz tego bloga i myślisz, że fajnie by było zrobić coś dla innych? Nie masz pomysłu od czego zacząć? To mówię Ci, wstań i idź pobiegać. Potem wróć i z satysfakcją czytaj dalej.



Jeszcze tu jesteś? Jeszcze nie w butach sportowych? W sumie dobrze, bo trzeba dodać kilka ważnych informacji, żeby bieganie nabrało dodatkowego sensu. Otóż w połowie czerwca ruszyła ciekawa akcja firmy T-Mobile, która zobowiązała się do przekazania nawet 1 miliona złotych na rzecz dzieci z Fundacji TVN „Nie jesteś sam”. Cały myk polega jednak na tym, że aby tak się stało, potrzebna jest pomoc wielu aktywnych osób.

Ruch to zdrowie, w kupie siła, a bez pracy nie ma kołaczy.

Organizatorzy akcji chcą, żeby Polacy się w nią zaangażowali i wymagają od nas pewnego wysiłku – wysiłku fizycznego. Biegając, spacerując, jeżdżąc na rowerze czy ćwicząc na wózku zbieramy kilometry, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienią się w pieniądze.

Obecnie trwa 1 etap akcji: w ciągu dwóch tygodni mamy do przebiegnięcia 11 milionów kilometrów. Ważna i dla niektórych pewnie przykra informacja jest taka, że aby się przyłączyć potrzebujemy smartfona z zainstalowaną aplikacją Endomondo.

Dla leniwych sceptyków: tak, też myślę, że ten milion jest już przygotowany i mógłby zostać przekazany bez tego całego cyrku z bieganiem. Sama nigdy nie lubiłam biegać i wcale nie mam zamiaru robić tego teraz codziennie. Jednak jestem przekonana, że kiedy nawet przejdziesz tylko 2 km, poczujesz swój wkład w coś dużego. Nieważne, czy zbierzesz 2, 5, 10 czy 100 km – ważne, że zrobimy coś razem.

Widzimy się w parku!


Więcej informacji o akcji: kilometrami.pl

Akcja Sprzątanie Ligoty | Idealiści poszukiwani

Większość z nas marudzenie ma chyba we krwi. Bo jest za ciepło, bo za zimno, bo czegoś za dużo, a czegoś innego za mało. Na ulicy śmieci, w lesie śmieci - ale tu brzydko wygląda. Co to za ludzie, że tak wyrzucają byle gdzie papierki, butelki i co się tylko da. No jak tak można! A w innym kraju to mają czysto, a u nas taki brud…



Pracownicy katowickiego Klubu Panorama zauważyli problem śmieci w dzielnicy i zamiast narzekać, postanowili zakasać rękawy i wziąć się do roboty, żeby poprawić sytuację. Przy okazji odbywającego się festiwalu Cztery Pory Roku, zorganizowano akcję sprzątania Ligoty. Moim zdaniem pomysł świetny. Dzięki takim wydarzeniom nie tylko ulice będą piękniejsze, ale też mieszkańcy zyskają dobrą okazję, żeby się poznać, zjednoczyć i zrobić coś razem dla swojego miasta.

Sprzątanie miało się odbywać w dwóch turach. W pierwszej wzięło udział ok. 30 osób, z czego zdecydowaną większość stanowili uczniowie z Zespołu Szkół Fundacji Elementarz. Ja wybrałam się na drugą turę i… byłam jedyna. W związku z tym dalsza część sprzątania została odwołana. Organizatorzy twierdzą jednak, że tego typu akcje będą jeszcze powtarzane.

Szkoda, że tak mało jest osób chętnych do pomocy. Ludzi, którzy przyszliby pomimo upału i nie baliby się spocić dla tej świetnej idei. Brawa dla klubu Panorama i dla wszystkich, którzy wzięli udział w pierwszej turze sprzątania. Oby więcej takich akcji i więcej idealistów, którzy na nie przyjdą.


Fundacja Mam Marzenie | Pierwszy krok

Tyle na świecie złotych rybek w akwariach, a wciąż tak wiele niespełnionych marzeń. Wygląda na to, że nie da się kupić prawdziwej, magicznej złotej rybki tak jak nie da się kupić miłości czy przyjaźni. Na próżno też liczyć, że te niemagiczne wydadzą na świat magiczne potomstwo. Co gorsza, muszę przyznać,  że nie spotkałam też nigdy dobrej wróżki ani dżina. Ludzie muszą radzić sobie sami.



Trafiłam dzisiaj na stronę Fundacji Mam Marzenie. Zobaczyłam tam dzieci i ich pragnienia. Domek dla lalek, laptop, spotkanie z ulubionym zespołem, wyjazd do Disneylandu. Może zabrzmi to brutalnie, ale wzruszyło mnie, jak wiele z tych dzieci jest łysych. Właśnie to uświadomiło mi, jak wiele musiały wycierpieć. Decyzję podjęłam niemal od razu: chciałabym pomóc.

Obawiając się, że nie wystarczy przekazać na rzecz Fundacji moich dwóch złotych rybek, poszukałam informacji o samej organizacji. Działa ona już od 10 lat. Zbiera marzenia od chorych dzieci, a następnie wolontariusze robią wszystko, co mogą, żeby udało się je zrealizować. Jak do nich dołączyć? Wystarczy przyjść na spotkanie, a tam będzie można się wszystkiego dowiedzieć.

Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Dlatego na dobry początek wpisałam do kalendarza zebranie wolontariuszy FMM. Wybiorę się tam 27 czerwca. 

Zwróceni ku słabości | Jak niewiele nas dzieli

Wyobraź sobie mężczyznę w średnim wieku. Pomyśl o tym, jak wygląda. Pewnie pojawiają mu się już pierwsze siwe włosy, może nosi okulary. Ma kochającą żonę i dwójkę dorosłych dzieci. Pracuje w dużej korporacji. Może w Twojej firmie, a może tam, gdzie Twoi rodzice? Prowadzi stabilne życie.



Pstryk!

Żona umiera na raka. Nic już nie jest takie samo. Mężczyzna załamuje się, wpada w depresję. Mija 7 lat odkąd odeszła, a on wciąż bierze leki. Dawniej poważna firma, teraz środowiskowy dom samopomocy.

Spotkałam go ostatnio na spotkaniu Zwróconych ku słabości. Słuchając jego historii, zdałam sobie sprawę, jak niewiele nas różni. Zrozumiałam, że każdego z nas od choroby i załamania dzieli jedynie jedna chwila. Nikt z nas nie wie, jak poradzi sobie z tym, co przyniesie mu los. Może na kolejnym spotkaniu grupy spotkam kogoś z Was? A może sama kiedyś stanę po tej drugiej stronie?

Wracając do tego pana… okazało się, że to dawny znajomy moich rodziców. 


Follow my blog with Bloglovin

Projektor | 1:0 dla Wymówek

Tym razem Wymówki wygrały bitwę, ale to nie koniec wojny! Razem z dwoma pozostałymi wolontariuszkami zdecydowałyśmy się przełożyć naszą akcję w Projektorze. Trudno było nam się dogadać co do terminu spotkania, minęło dużo czasu, a zbliża się koniec roku szkolnego. Uznałyśmy, że po prostu nie zdążymy. Póki co nie wywieszamy jednak białej flagi – mamy nadzieję, że uda nam się przeprowadzić zajęcia we wrześniu.


Nie napisałam jeszcze, kim są pozostałe wolontariuszki. Do współpracy zaprosiłam dwie koleżanki, które poznałam na wakacyjnym stażu w agencji PR. Bardzo dobrze nam się razem pracowało, więc postanowiłyśmy spróbować jeszcze raz zrobić coś wspólnie. Studentki, każda z nas studiuje na innej uczelni. Informatyka, ekonofizyka i ekonomia. Nie jest łatwo znaleźć pasujący wszystkim temat zajęć.

W związku z tak dużym rozrzutem naszych zainteresowań, postanowiłyśmy znaleźć jakiś ogólny temat. Poszukiwania zaczęłyśmy od przejrzenia wrześniowych świąt. Może uda się coś dopasować? I tak oto okazuje się, że 10.09 mamy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom, 15.09 – Dzień Prostaty, a 26.09 – Światowy Dzień Antykoncepcji. Do tego dochodzą dni Warstwy Ozonowej, Geologa, a nawet Światowy Dzień Wścieklizny. W głowie aż roi się od pomysłów! Bo czemu by nie opowiedzieć chłopcom, że w przyszłości czekają ich problemy z prostatą?

Obawiając się reakcji rodziców na zajęcia dotyczące samobójstwa, przyjrzałyśmy się dokładniej kilku innym świętom - takim, które pięknie brzmią. Nie mówię tu nawet o Dniu Postaci z Bajek, ale jaki niesamowity jest Dzień Marzyciela! Do tego dochodzi Międzynarodowy Dzień Pokoju, a wychodząc odrobinę poza wrzesień, dojdziemy do 4 października, czyli Światowego Dnia Uśmiechu!  Oczywiście trudno jest tym świętom konkurować np. ze Światowym Dniem Drzewa czy Dniem  Wychodzenia z Szafy… ale mają coś w sobie ;)

Wybór jeszcze przed nami, ale myślę, że pojawiło się kilka naprawdę ciekawych propozycji, którymi można się zainspirować przygotowując zajęcia dla dzieciaków!

Zwróceni ku słabości | Nie zawsze jest różowo

Gadka, szmatka, herbatka. Nic trudnego?

Z moich poprzednich postów może wynikać, że ten cały wolontariat to tylko picie herbaty i miłe spędzanie czasu. Cud, miód i orzeszki. Okazuje się jednak, że ta herbata bywa czasem gorzka.



Osoby chore nie zawsze doceniają trud wolontariuszy, słowa wypowiedziane w emocjach bywają bolesne. Gniew przychodzi z wojskiem oskarżeń. Sms z informacją, że Twój podopieczny nie chce żyć i planuje się zabić, raczej nie jest najlepszą wiadomością dnia.

Herbata się wylała, miód się zepsuł, orzeszków nie da się rozgryźć.

Trzeba się przygotować na tego typu sytuacje i być w stałym kontakcie z bardziej doświadczonymi wolontariuszami, którzy doradzą, co należy zrobić w danej sytuacji.

W moim przypadku na szczęście to nie ja byłam krytykowaną osobą. Obawiam się, że takie ostre słowa już na samym początku mojego wolontariatu, mogłyby mnie skutecznie zniechęcić do dalszego działania.

Po paru godzinach od tej sytuacji po złości pozostało jedynie zmęczenie. Moja podopieczna wróciła do siebie i chętnie się ze mną zobaczyła, a odwiedziny widocznie poprawiły jej humor.

Zwróceni ku słabości | Herbata

Herbata czarna, słodzona. Do napoju gratis dodana rozmowa: taka tam, zwyczajna, normalna. W zestawie dla 3 osób, do wypicia na miejscu. Podana w kubku, w pokoju Ani.



Ania? To imię powtórzy się tu kilka razy, bo… Ania z Anią wybrały się do Ani. Ta pierwsza Ania to świeża wolontariuszka. Druga Ania to koordynatorka grupy „Zwróceni ku słabości”. Trzecia Ania to 27-letnia dziewczyna zmagająca się z depresją.

Czy naprawdę wszystkie miały na imię Ania i żadna z nich nie piła kawy? Może to tylko przypadkowe imię wybrane przeze mnie dla ukrycia prawdziwych tożsamości bohaterek. Może wybrałam je, bo jego popularność pokazuje, że tak naprawdę każdy z nas mógłby się znaleźć w takim pokoju, może kiedyś ktoś z Was wystąpi w podobnej roli. Wymyślenie pierwszego imienia poszło gładko, to po co się trudzić z dwoma następnymi? Nazwanie wszystkich tak samo ukazuje nam, że te osoby tak naprawdę wcale się tak bardzo między sobą nie różnią. Zmagają się z podobnymi problemami, żyją na tej samej ziemi i pod tym samym słońcem. A może naprawdę tak miały na imię? Ach, czy to ważne?

Oczywiście jedna z Ań to ja. Scena przedstawia moje pierwsze spotkanie z trzecią Anią. Wypicie herbaty nie trwało długo. Było miło, rozmawiałyśmy o różnych sprawach: że trzecia Ania lubi rysować, że druga Ania ma ciekawą książkę, no i czemu pierwsza Ania zdecydowała się na taką formę wolontariatu. Dobra, dobra, ale jakie wrażenia? Miłe. Jak było? Sympatycznie. Jaka jest ta trzecia Ania? Miła i sympatyczna.

Podczas tej rozmowy zdałam sobie sprawę, że owa trzecia Ania ma tak właściwie bardzo normalne problemy, z którymi sama się nieraz zmagam. Różnica polega tylko na tym, jak sobie z tym radzimy. Przykładowo wiele osób obawia się spotkań w dużych grupach, często jesteśmy nieśmiali. Potrafimy jednak przezwyciężyć te uczucia i nie pozwalamy, by zbytnio się rozrosły. Jednak trzecia Ania widzi je tak jakby w krzywym zwierciadle, które podwaja ich rozmiary. Mam nadzieję, że moja obecność choć trochę pomoże w walce z problemami – potworami*.

A teraz ostatni łyk herbaty i… do zobaczenia następnym razem!

* Polecam krótki filmik o walczeniu ze swoimi potworkami, w tym wypadku z nieśmiałością:



Zwróceni ku słabości | Poznajmy się!

Nadszedł czas pierwszego spotkania. Zazwyczaj to, co nowe, napawa nas pewnym niepokojem. W tym wypadku nie było inaczej. Pójdę tam i co powiem? Do kogo się odezwę? Czy może usiądę z boku i nic nie powiem?

Nie miałam problemu z trafieniem, wolontariuszka wszystko dokładnie wytłumaczyła mi przez telefon. Myśląc o spotkaniu grupy wyobrażałam sobie raczej czarne, jednakowe krzesełka. Weszłam jednak do pomieszczenia, które bardziej przypominało zwykły, stary pokój niż salę szkoleniową. Na środku stół, a wokół niego fotele, ale każdy z innej parafii.



Od razu przywitał mnie szeroki uśmiech wolontariuszki, z którą wcześniej rozmawiałam przez telefon. Powoli schodzili się pozostali uczestnicy spotkania, zajmując najróżniejsze fotele. Byłam tam kimś nowym, dlatego zaczęliśmy od przedstawienia się. Członkowie grupy opowiadali krótko, co robią w życiu i co dają im te spotkania. Większość (a może i wszyscy) z nich nie pracuje. Około połowa uczęszcza do Środowiskowego Domu Samopomocy. Grupa wydaje się być dla nich bardzo ważna, lubią tu przychodzić, stanowi pewnego rodzaju motywator.

Wolontariuszka prowadząca spotkanie podzieliła uczestników na 2 grupy i dała im kartki z kilkoma pytaniami, na które mieli sobie odpowiedzieć. Mnie i drugą wolontariuszkę (także nową) zaprosiła na rozmowę do innego pomieszczenia. Opowiedziała nam, jak my możemy pomóc (wiele z tego wiedziałam już z rozmowy telefonicznej, teraz doszły szczegóły i ustalenia).

Krótko mówiąc, ważną pomoc stanowią zwyczajne spotkania z drugą osobą. Spacer, rozmowa przy kawie, podarowanie komuś swojego czasu. Brzmi banalnie? Jednak są na tym świecie ludzie samotni i potrzebujący kontaktu z innymi. Dla nich to naprawdę dużo znaczy, a nas – tak niewiele kosztuje.

Umówiłam się na 2 takie spotkania w kolejnym tygodniu, a potem wróciłyśmy do reszty grupy. Okazało się, że pytania na kartkach dotyczyły wiosny. Co się zmieni w Twoim życiu? Czy masz jakieś plany na wiosnę? Pomysły na wspólne wyjścia? Czy lubisz przebywać na łonie przyrody i czy pomaga ona w spotkaniu z Bogiem?

Uczestnicy przedstawili swoje odpowiedzi, zaplanowali wypad do kina i odwiedziny paru osób. Co mnie zaskoczyło, wydawali się przy tym dość nieśmiali. Też nie należę do osób przebojowych i wygadanych, jednak te osoby znają się już dłużej, więc spodziewałam się chyba większego luzu z ich strony. Wolontariuszka wytłumaczyła mi później, że to jest normalne. Tak się zachowują zazwyczaj, wpływ na to mogą mieć także brane przez nich leki. Moja obecność nie stanowiła raczej przyczyny ich skrępowania.

Po wyjściu w mojej głowie zrodziło się pytanie: co tutaj daje moja obecność? Co to w ogóle zmienia? Pomyślałam, że chętnie się spotkam z dziewczyną potrzebującą wsparcia, ale uczestnictwo w cotygodniowych spotkaniach całej grupy chyba nie jest dla mnie. Postanowiłam jednak, że jeszcze kiedyś się tam pojawię.

Już kilka dni później poznałam odpowiedzi na swoje pytania.

Zwróceni ku słabości | Zaburzenia psychiczne

Zaburzenia psychiczne. Jakie są nasze pierwsze skojarzenia? Psychiatryk. Drzwi bez klamek. Kaftany. Ludzie uważający się za Jezusa czy Elvisa. Wariaci. Niebezpieczni wariaci. Śmiech? Strach?

Tymczasem statystyki* mówią, że zaburzeń psychicznych doświadczył aż co czwarty Polak w wieku produkcyjnym. Nałogi, lęki, depresja... to zaledwie kilka przykładów problemów, z którymi się borykamy.



Osobiście nigdy nie miałam bezpośredniej styczności z takimi sprawami. Jednak przeglądając oferty wolontariatu natrafiłam ostatnio na takie ogłoszenie:

Grupa "Zwóceni Ku Słabości" działająca w ramach fundacji Format jest grupą wsparcia dla osób z problemami psychicznymi.
Szukamy wolontariuszy chętnych na nasze wyjazdy, rekolekcje, spotkania. Możliwy darmowy kurs dla wolontariuszy nt. zaburzeń psychicznych.
Nasze stałe spotkania odbywają się w każdy piątek w Duszpasterstwie akademickim w Katowicach, duchowym opiekunem grupy jest twórca znanego w Polsce kabaretu Absurdalnego i kabaretu "Drzewo A Gada", gdzie występują osoby niepełnosprawne ks. Marek Wójcicki.


Co sprawiło, że nie przeszłam obojętnie obok tego ogłoszenia? Widzę 2 główne powody:

1. W tym okresie trafiły mi się dwie rozmowy ze znajomymi na temat ich problemów. Jednego próbowałam postawić na nogi i przekonać, że zmiany w życiu są możliwe do osiągnięcia. Drugi wypłakał mi się w ramię, a następnego dnia zadzwonił podziękować za rozmowę. W tym momencie poczułam, że może byłabym w stanie pomóc komuś jeszcze.
2. Znam i cenię księdza Wójcickiego, który był kiedyś moim katechetą (przy okazji polecam występy kabaretu "Drzewo A Gada", który uważam za świetną inicjatywę).

Po przemyśleniu sprawy odpowiedziałam na ogłoszenie. Dowiedziałam się, jak można pomagać i poszłam na pierwsze spotkanie. Relację znajdziecie w kolejnym poście!

*na podstawie raportu CBOS-u "Zdrowie psychiczne Polaków" z 2012 roku

Projektor | Każdy człowiek ma w sobie potencjał, by zostać wolontariuszem!

Nie pamiętam, jak pierwszy raz trafiłam na stronę Projektora, ale było to już ponad pół roku temu. Idea od razu mi się spodobała, ale równie szybko na horyzoncie pojawili się pan Leń i panna Wymówka. Niedawno pomysł powrócił i postanowiłam, że tym razem nie pozwolę wyimaginowanym postaciom zagłuszyć głosu Projektora.

Na stronie programu Fundacji Rozwoju Wolontariatu widnieje hasło Jesteśmy przekonani, że każdy człowiek ma w sobie potencjał, by zostać wolontariuszem!, które w zasadzie mogłoby stanowić także motto tego bloga. Ten konkretny projekt kierowany jest do studentów, doktorantów i absolwentów do 1 roku po ukończeniu studiów.

Wstęp się dłuży… o co chodzi?
Zbiera się 2-3 studentów, którzy następnie prowadzą zajęcia dla dzieci z małych miejscowości. Tematyka jest praktycznie dowolna. Eksperymenty chemiczne, warsztaty teatralne czy rozbudzanie kreatywności. Ważne, żeby zainteresować czymś dzieciaki i zarazić je swoją pasją.

Super sprawa! Od czego zacząć?
Od znalezienia 1-2 osób, z którymi chcemy poprowadzić nasz własny projekt. O moich kompanach i wyborze tematu przeczytacie w kolejnym poście dotyczącym Projektora ;)